|
|
TMZM Mielec:
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Działalność:
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Warto zobaczyć:
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Po godzinach:
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Monitoring:
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Kolekcjonuje piękne kamienie
Mieszkaniec Mielca od pół wieku zbiera kolorowe kamienie. Teraz marzy tylko o
jednym. By swoją unikatową kolekcję pokazać szerszej widowni.
Zaczęło się od szukania kamyków, mających ozdobić kominek. Dziś kolekcja
Mikołaja Podbłaszczyka z Mielca liczy około 10 tysięcy minerałów, waży 2 tony i
należy do największych tego typu w Polsce. Mielczanin opowiedział nam o swojej
niezwykłej pasji.
Geody i druzy ametystowe, araty, piryty, do tego niezliczona ilość
monokryształów, w tym ten największy w Polsce - kolekcja mielczanina jest
imponująca. Jak sam mówi, kolorowym kamieniom po prostu nie może się oprzeć.
- To moja wielka miłość, element życia - stwierdza.
Dziś kolekcjoner z Mielca, emerytowany lotnik i, co ważne, stopniem
podpułkownik, ze względu na wiek kolorowych kamieni nie zbiera już tak
zapalczywie, jak kiedyś, jest natomiast obsadzany w roli jurora na wielu
polskich i zagranicznych wycenach geologicznych. Dzięki minerałom zwiedził pół
świata, do tego zaraził swoją pasją wnuka Kamila. Teraz marzy tylko o jednym -
znaleźć miejsce, do którego mógłby przekazać zbiory życia, aby mielczanie i nie
tylko mogli je podziwiać.
MIAŁ Z NICH BYĆ KOMINEK
Miłość do minerałów zaczęła się przypadkowo. Był początek lat 60., pan Mikołaj
miał ponad 20 lat, remontując pierwsze własne mieszkanie postanowił sam
wybudować w nim kominek. Żeby go nieco ozdobić, mielczanin szukał ładnych
kamieni. Po pierwsze prawdziwe minerały pojechał aż na Dolny Śląsk i kopał.
Kamyki znalazł, ale... już nie na kominek. - Szkoda mi je było wmurowywać, były
za ładne - przypomina sobie mężczyzna. I tak pierwsze kamyki powędrowały na
półkę.
- Zamiast oglądania, jak rośnie mi minerałowy kominek, obserwowałem, jak coraz
bogatszy staje się mój zapas cudów. Po prostu złapałem bakcyla - śmieje się
teraz. Potem sprawy potoczyły się już bardzo szybko.
MIAŁEM SZCZĘŚCIE
Pan Mikołaj po ukończeniu Wojskowej Akademii Technicznej i zdobyciu stopnia
podpułkownika pracował jako nawigator lotnictwa. Jak się potem okazało, wyuczony
zawód pomógł w realizacji pasji. Na Dolnym Śląsku kopać minerały nie mógł bowiem
każdy. - Były tam takie tajemnicze, niedostępne miejsca. Kopanie w tych rejonach
było powszechnie zabronione. Mnie natomiast, ze względu na stanowisko, na
szczęście pozwalano - opowiada. Potem doszły do tego jeszcze wyjazdy
zagraniczne. Najbardziej cenny okaz - ametyst - pochodzi z Brazylii.
Już od początku kolekcjonowania pan Mikołaj podchodził do pasji bardzo
emocjonalnie. - Zbierałem namiętnie, każdy kamień miał swoje miejsce - wyjaśnia.
Mężczyzna minerałów nikomu nie oddawał, co najwyżej wymieniał z innymi
kolekcjonerami. O jego zbiorze szybko zaczęło robić się głośno. Posypały się
pierwsze wystawy - między innymi w Białowieży, rodzinnych Kleszczelach, we
Lwówku Śląskim i wiele w Mielcu.
WNUK POSZEDŁ W MOJE ŚLADY
Wnuk pana Mikołaja, 18-letni Kamil, jest uczniem trzeciej klasy liceum. Na jego
biurku leży kilkanaście książek o minerałach i skamieniałościach. - Bardzo się
tym interesuję, też chciałbym je zbierać - mówi młodzieniec. A jak czegoś nie
wie, pyta dziadka. Pan Mikołaj cieszy się, że wnuk poszedł w jego ślady, dzięki
temu będzie miał komu przekazać kolekcję.
Zbieracz z Mielca, dzięki zdobytemu doświadczeniu, jest dziś zapraszany jako
juror na międzynarodowe wyceny minerałów, najczęściej w kategoriach: minerały
świata, Polski i regionalne. Dzięki temu zwiedził już kawał świata, a do tego
zawsze z takich wyjazdów przywozi jakiś okaz. Z takich konkursów pochodzą między
innymi kameloid ze spinerami z Wietnamu czy kryształy górskie z Brazylii, Afryki
czy Chin. - Cieszę się, że moja opinia się liczy, że mogę coś doradzić,
podzielić się doświadczeniem nie tylko z wnukiem - mówi mielczanin.
CHCĘ WAM POKAZAĆ
Teraz pan Mikołaj myśli już tylko o jednym - pokazać swoje dzieła innym. W tym
celu stara się o pozwolenie od władz miasta Mielca na wyznaczenie miejsca, gdzie
wystawa mogłaby się odbyć. Jak mówi, najlepiej, gdyby był to budynek przy
Skłodowskiej, jest tam bowiem wiele pomieszczeń, więc licząca 10 tysięcy
kolekcja powinna się zmieścić. - Ja wszystko przygotuję, będę i oprowadzającym,
i kustoszem - mówi z zapałem mielczanin.
Obecnie jednak oficjalna decyzja jeszcze nie zapadła. Dlatego, póki co,
wszystkie cuda znajdują się w małym mieszkaniu kolekcjonera, zajmują niemal
każdy kąt. Miejmy jednak nadzieję, że piękne kamienie już wkrótce znajdą się w
zasłużonym dla nich miejscu. - Muszę znaleźć im dom - mówi z troską nasz
kolekcjoner.
Magdalena MAŁODZIŃSKA
|
|
|
|
|